Po dojechaniu na posesję na jej twarzy zaczęła malować się niepewność spowodowana tym, że zbyt twardo obstawała przy swoim zdaniu w sprawie tak nieistotnej i wynikającej z odmiennego (u mnie i u niej) definiowania słowa "religia". Zapewne była przekonana, że zdenerwowanie jakie malowało się na mojej twarzy było efektem tejże dyskusji. Ja jednak modliłem się w duchu aby wszystko wyszło jak należy. Wyprzedziłem ją nieco podczas zdejmowania butów i płaszczy i pobiegłem do pokoju odpalić muzykę. Szybko wróciłem po ukochaną i wprowadziłem ją do pokoju.
Chyba początkowo nie dotarło do niej co się dzieje. W ciszy obserwowała balony i serpentyny zwisające z sufitu. Jej wzrok wędrował po wystrojonym pokoju aż trafił na stół i stojące na niej kwiaty i pierścionek. Oparła się o ścianę zaraz przy drzwiach wejściowych i ukryła twarz w dłoniach. Dotarło do niej co zaraz się stanie. Poprosiłem aby przeczytała zaproszenie. Uśmiech nie schodził z jej twarzy gdy wodziła wzrokiem po tekście. Potem zapytała czy chcę jej coś powiedzieć. Chwyciłem za pierścionek i zaprezentowałem go jej. A potem zapytałem czy zechce być moją żoną.
Zgodziła się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz