środa, 20 marca 2013

Suknia

Garnitur, sala, kaplica, balony, kwiaty, goście, narzeczony. Każda z nas przyzna, że są to pewne składowe, bez których ciężko wyobrazić sobie ślub i wesele. Doliczmy jedzenie, makijaż, ozdoby, wymyślną fryzurę i ewentualnie tipsy akrylowe. W ten szczególny dzień, ludzie będą patrzeć na wystrój sali, słuchać muzyki, a także podziwiać out-fit pana młodego. Nic jednak nie będzie w stanie przebić zainteresowania gości suknią i stylizacją panny młodej. Wzór kreacji, ma pozostać tajemnicą aż do dnia ślubu, by w tej najważniejszej chwili, oczarowała gości z narzeczonym na czele. Kobieta ta sama, ale nie taka sama jak to mawiają...na co dzień niepozorna Zochna, Marychna, czy Martuśka, w dniu ślubu stanie się tym, kim chciała stać się całe swoje dzieciństwo....szefem południowoamerykańskiej mafii. Zaraz, w dniu ślubu stanie się tym, kim chciała być całe swoje dzieciństwo, na drugim miejscu- księżniczką. Przyjaciele, rodzina, a w szczególności ukochany mężczyzna, mają zobaczyć ją w nieoczekiwanej, niecodziennej i absolutnie wyjątkowej odsłonie. Możemy oczywiście spierać się, że to nieważne, że może trochę naiwne. Nic bardziej mylnego! Jeśli mielibyśmy odebrać życiu tych małych kolorów, tych chwil fantazji i przyjemności, to pozostanie potwornie przygnębiający szkielet. Do szkieletu rzecz jasna nie powinna być podobna panna młoda, dlatego też suknia musi podkreślać jej walory, a nie skreślać.

Ja dość patriotycznie podeszłam do wyboru swojej sukni. Chciałam nabyć ją w salonie, spoza Warszawy, gdzieś z okolic mego miejsca zamieszkania. Znalazłam! Salon sukni ślubnych "Polsanta" w Podkowie Leśnej, okazał się strzałem w dziesiątkę. Pierwszy raz pojechałam tam z mamą pod koniec lutego. Biały, uroczy budynek, położony na zalesionej uliczce Podkowy, krył w sobie nie tylko wiele pięknych sukni, ale i pasji ich tworzenia. Kreacje są tam szyte, przerabiane, poprawiane. Nie trafiłam do sklepu, tylko pracowni sukni ślubnych, co oznacza, iż nawet hafty koralikowe sa wykonywane tam ręcznie. Byłam trochę oszołomiona i samym miejscem i tym, co miało się w nim wydarzyć. Miałam w końcu wcielić się w próbną rolę panny młodej i znaleźć "tę jedyną" dla siebie-suknię, suknię rzecz jasna. Opowiedziałam pani krawcowej, jaki styl mnie interesuje najbardziej. Pani zniknęła w otchłani garderoby na moment, po czym wróciła z 8 pięknymi kreacjami. Sprawnie wplatała mnie w skomplikowane gorsety, sznury i inne gadżety. Moja mama w tym, czasie czekała na wygodnej kanapie, by za chwilę podziwiać swoją pierworodną córkę w nowej odsłonie. Suknie były piękne, oszałamiające, niewiarygodne. Byłam pod wrażeniem staranności i pomysłu z jakim zostały wykonane-do tej pory jestem. Moją uwagę szczególnie przykuła jedna z nich. W życiu Wam nie powiem jak wyglądała, to trzeba zobaczyć. Po niej mierzyłam kolejne, lecz zaczęłam robić coś bardzo charakterystycznego dla dziewczyny, która znalazła już "tę jedyną" kreację: porównywać całą resztę do tej, która wywarła na mnie takie wrażenie. Pani krawcowa zwróciła mi na to uwagę i zasugerowała, że chyba już znalazłam suknię dla siebie. Oczywiście, cała sprawa wymaga namysłu, więc powróciłam do salonu 9 marca. Tym razem towarzyszyli mi rodzice i przyjaciółka. Przymierzyłam kilka nowych sukni i oczywiście, "tę jedyną". Nie miałam już wątpliwości, że to właśnie w niej chcę wystąpić. To w niej czuję się najlepiej, jest absolutnie w moim guście i mam nadzieję oczarować tak odziana gości i przede wszystkim Pawła. Moja rodzina doradzała mi inną, choć i tą byli oczarowani. Nie chcieli mnie jednak naciskać, czy namawiać. Wszyscy stwierdzili, że to musi być moja suknia.

Umowa została podpisana. Wpłaciłam zaliczkę, dostałam próbkę materiału dla Pawła, by wiedział, jak powinien kupić koszulę i... do domu! Teraz mam przymiarkę 16 kwietnia. Suknia leży doskonale, pozostaje tylko jej skrócenie. Muszę jechać już z butami, w których wystąpię na ślubie i stanikiem, który wszyją w moją suknię. Stanik, rzecz jasna, musi mieć odpowiedni wzór. Wybieram się po niego do Grodziska Mazowieckiego- może zaangażować tamtejszy zbór w pomoc w jego wyborze? ;) oczywiście, coby uniknąć zgorszenia i poruty, towarzyszyłaby mi tylko żeńska jego część. Pozostaje mi oczywiście wybór fryzury, oraz tego, co oprócz włosów będzie jeszcze zdobić moją głowę. Welon? Kwiaty? Diadem? Ja skłaniam się ku... a w życiu Wam nie powiem!  Mam swój typ. Tymczasem, mam jeszcze zakupy do zrobienia przed 16 kwietnia:) trzymajcie kciuki, bym znalazła stanik swojego życia!

poniedziałek, 18 marca 2013

Catering

Jedzenie na wesele... Co wybrać? Kogo nająć? Ile przeznaczyć pieniędzy? Całe szczęście ten etap mamy już za sobą. Udało nam się dogadać z firmą "Kaprys Kucharza", która przygotuje nam weselne menu. A co się w nim znajdzie? Cóż, to pozostanie tajemnicą do dnia wesela.

Tak naprawdę dosyć szybko zdecydowaliśmy się na catering. Mieliśmy do wyboru - ślub w Radości i wesele w okolicy lub zorganizować wszystko na miejscu. Okazało się, że drugie rozwiązanie jest na tyle tanie, że pozostaje bezkonkurencyjne. A ponad to, wesele i ślub w jednym miejscu to bardzo wygodna oferta. Same menu (oceniając po zdjęciach i opisie) zdaje się być bardzo bogate, nowoczesne i naprawdę wysokiej jakości. Wystarczy popatrzeć na zdjęcia i już ślinka cieknie. Te wszystkie roladki, tortille, sałatki, babeczki... Ponieważ wesele planujemy w skróconej formie zdecydowaliśmy się na jeden ciepły, dwudaniowy posiłek oraz ciepły bufet w drugiej połowie uroczystości (gdyby ktoś miał ochotę na coś ciepłego później).

Właściwie dziś ostatecznie zakończyliśmy rozmowy na temat weselnego menu. Miejmy nadzieje, ze będzie tak smaczne, jak na to wygląda. Podniebienie wariuje od samego patrzenia na zdjęcia.


wtorek, 12 marca 2013

Garnitur

Kolejne zadanie stojące przed narzeczeństwem - znaleźć odpowiednie odzienie na ślub. Miałem okazję przymierzyć już kilka garniturów, ale wybór tego jedynego to dla mnie sprawa szalenie skomplikowana. A to dlatego, że w ogóle nie chodzę w tak eleganckich strojach. Mam w szafie jedną marynarkę, której używam okazyjnie. Ale prawdziwy garnitur miałem na sobie ostatnio w dniu pierwszej komunii świętej.

Zacząłem przeglądanie garniturów od przejrzenia kilku stron internetowych. Dla takiego ignoranta mody ciężko było się dopatrzeć jakichkolwiek różnic pomiędzy większością krojów. Te, które mi wpadły w oko nie zostały zaaprobowane przez obie panie (mamę i narzeczoną), których wsparcie w tej kwestii jest mi szalenie potrzebne. Tak jak na przykład ten garnitur na zdjęciu - lekko brązowy z ozdobną kamizelką. Całość kojarzy się ze stylem "Steampunk". Dla mnie numer jeden. Niestety tylko dla mnie. Ale OK - przełknę to z pokorą jako człowiek, który kompletnie nie zna się na temacie. W końcu wesele to nie jakiś konkurs baśniowych kostiumów (ciekawe co na to Marta, która szykuje suknię w stylu "księżniczki"). O innych moich pomysłach (frak, surdut, itp.) nawet nie wspominam. Wygląda na to, że na ślub ubiorą mnie panie niezależnie od moich preferencji. Albo inaczej - zgodzą się na wszystko, co będzie normalne i uniwersalne, czytaj: przyda się nie tylko na ślub. Czyżby ślub miałby zmienić mnie tak bardzo, że naglę zaczne zakładać garnitury? Jeszcze się okaże, ale nie liczyłbym na to :)

Odwiedziliśmy jak na razie dwa salony. Przymierzyłem wstępnie około sześciu, bardziej uniwersalnych krojów. Zwłaszcza jeden, niepozorny garnitur mierzony w niewielkim salonie w Otwocku przypadł do gustu mi i mojej przyszłej małżonce. Aczkolwiek do dnia zakupu mamy jeszcze sporo czasu. I planujemy pooglądać więcej. Czekajcie na kolejny post, gdy już zrobię zakupy.