wtorek, 7 maja 2013

Już niedługo...

Ślub odbędzie się już niedługo. Razem z narzeczoną spinamy się jak możemy aby dopiąć wszystkie sprawy. W zeszłym tygodniu odebraliśmy papiery do ślubu konkordatowego z USC w Piastowie. Teraz Załatwiamy sprawy z tortem, scenariuszem uroczystości, ostatecznie dopinamy liczbę gości... zaproszenia rozwiezione, ludzie poinformowani. Pozostały detale... ale ich liczba jest przytłaczająca. Np. Koszula do garnituru (wspominałem już, że mam garnitur?) - nie było w sklepie koszuli w odpowiednim odcieniu bieli (a ja całe życie myślałem, że jest tylko jeden odcień). Ma być gotowa w tym tygodniu, ale ciągle jej nie ma. Poza tym zakup win na wesele, nauka tańca...

A właśnie! Taniec! Okazało się, że kursy są niebotycznie kosztowne więc razem z narzeczoną powzięliśmy wysiłek aby nauczyć się samodzielnie. Znamy już kroki podstawowe. Pora wymyślić parę obrotów, przytupów, podskoków i co tam nam jeszcze do głowy przyjdzie :)

Także jesteśmy w nieustannym wirze przygotowań. Mam nadzieję, że wybaczycie nam ten zastój na blogu. W oczekiwaniu na kolejny post, zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć z WBST, gdzie będzie miał miejsce ślub oraz wesele.

piątek, 12 kwietnia 2013

Muzyka

No dobra, co z muzyką? Ano od tygodnia próbuję to ustalić. Razem z Martą stwierdziliśmy, że najlepiej będzie jeśli puścimy ją "z puszki", czyli ustawimy playlisty z największych hitów na laptopie i odtworzymy na weselu. Wydawałoby się, że nic prostszego. A tu przeszkoda na przeszkodzie. Pomijam fakty typu "skąd wziąć nagłośnienie" lub "kto będzie obsługiwał sprzęt". To jakoś udało się ustalić i można rzec - jest po problemie. Ale pojawiły się kolejne. A największym wyzwaniem okazało się same układanie list utworów.

W ostatni weekend zrobiłem dwie pierwsze, próbne. Odsłuchałem ich i stwierdziłem, że przegiąłem. Układałem je wyłącznie z utworów, które miałem na dysku a tam trudno było się doszukać czegoś lżejszego niż "Guns N' Roses". Ja bawiłbym się przednio. Reszta gości mogłaby nie bawić się wcale. Następnego dnia spędziłem kilka godzin wymyślając tytuły piosenek, które nadawałby się na wesele. Wypisałem trzy strony (na kartkach formatu notatek biurowych :P) i wziąłem się za ściąganie z Internetu. Jako że samo ściąganie nie jest przestępstwem a ja i tak miałem zamiar kontaktować się z ZAIKSem w sprawie puszczania muzyki na weselu, wszedłem na jeden z popularniejszych portali i "zarzuciłem wędkę". Udało się! Ściągnąłem wszystkie utwory! W gratisie otrzymałem 1600 wirusów, które rozszarpały mój system. Ech te Windowsy - w ogóle nie są odporne na choroby :) Nawet z włączoną tarczą antywirusową. A ponieważ nie mam czasu na reinstalację systemu, przesiadłem się na Linuksa (który jest zainstalowany w moim komputerze jako system numer jeden) i zacząłem czyścić pliki z wirusów i układać playlisty od nowa. Mam ich już 5. Każda trwa po 30 - 35 minut. Materiału nie ma jeszcze nawet na połowę nocy :) I ten strach - czy playlisty będą kompatybilne z systemem Windows (bo zapewne taki będę miał laptop na weselu). Jeszcze sporo pracy przede mną.

A tymczasem zachęcam do komentowania. Ponieważ naściągałem się plików, które są w moim, rockowym guście, musicie się szykować na takie wesele. Chyba, że w komentarzach podsuniecie mi jakieś sugestie co do piosenek jakie chcielibyście usłyszeć. Piszcie śmiało tytuły i wykonawców. Obowiązują tylko dwie zasady: 1) musi się nadawać do tańczenia; 2) żadnego disco-polo.

środa, 20 marca 2013

Suknia

Garnitur, sala, kaplica, balony, kwiaty, goście, narzeczony. Każda z nas przyzna, że są to pewne składowe, bez których ciężko wyobrazić sobie ślub i wesele. Doliczmy jedzenie, makijaż, ozdoby, wymyślną fryzurę i ewentualnie tipsy akrylowe. W ten szczególny dzień, ludzie będą patrzeć na wystrój sali, słuchać muzyki, a także podziwiać out-fit pana młodego. Nic jednak nie będzie w stanie przebić zainteresowania gości suknią i stylizacją panny młodej. Wzór kreacji, ma pozostać tajemnicą aż do dnia ślubu, by w tej najważniejszej chwili, oczarowała gości z narzeczonym na czele. Kobieta ta sama, ale nie taka sama jak to mawiają...na co dzień niepozorna Zochna, Marychna, czy Martuśka, w dniu ślubu stanie się tym, kim chciała stać się całe swoje dzieciństwo....szefem południowoamerykańskiej mafii. Zaraz, w dniu ślubu stanie się tym, kim chciała być całe swoje dzieciństwo, na drugim miejscu- księżniczką. Przyjaciele, rodzina, a w szczególności ukochany mężczyzna, mają zobaczyć ją w nieoczekiwanej, niecodziennej i absolutnie wyjątkowej odsłonie. Możemy oczywiście spierać się, że to nieważne, że może trochę naiwne. Nic bardziej mylnego! Jeśli mielibyśmy odebrać życiu tych małych kolorów, tych chwil fantazji i przyjemności, to pozostanie potwornie przygnębiający szkielet. Do szkieletu rzecz jasna nie powinna być podobna panna młoda, dlatego też suknia musi podkreślać jej walory, a nie skreślać.

Ja dość patriotycznie podeszłam do wyboru swojej sukni. Chciałam nabyć ją w salonie, spoza Warszawy, gdzieś z okolic mego miejsca zamieszkania. Znalazłam! Salon sukni ślubnych "Polsanta" w Podkowie Leśnej, okazał się strzałem w dziesiątkę. Pierwszy raz pojechałam tam z mamą pod koniec lutego. Biały, uroczy budynek, położony na zalesionej uliczce Podkowy, krył w sobie nie tylko wiele pięknych sukni, ale i pasji ich tworzenia. Kreacje są tam szyte, przerabiane, poprawiane. Nie trafiłam do sklepu, tylko pracowni sukni ślubnych, co oznacza, iż nawet hafty koralikowe sa wykonywane tam ręcznie. Byłam trochę oszołomiona i samym miejscem i tym, co miało się w nim wydarzyć. Miałam w końcu wcielić się w próbną rolę panny młodej i znaleźć "tę jedyną" dla siebie-suknię, suknię rzecz jasna. Opowiedziałam pani krawcowej, jaki styl mnie interesuje najbardziej. Pani zniknęła w otchłani garderoby na moment, po czym wróciła z 8 pięknymi kreacjami. Sprawnie wplatała mnie w skomplikowane gorsety, sznury i inne gadżety. Moja mama w tym, czasie czekała na wygodnej kanapie, by za chwilę podziwiać swoją pierworodną córkę w nowej odsłonie. Suknie były piękne, oszałamiające, niewiarygodne. Byłam pod wrażeniem staranności i pomysłu z jakim zostały wykonane-do tej pory jestem. Moją uwagę szczególnie przykuła jedna z nich. W życiu Wam nie powiem jak wyglądała, to trzeba zobaczyć. Po niej mierzyłam kolejne, lecz zaczęłam robić coś bardzo charakterystycznego dla dziewczyny, która znalazła już "tę jedyną" kreację: porównywać całą resztę do tej, która wywarła na mnie takie wrażenie. Pani krawcowa zwróciła mi na to uwagę i zasugerowała, że chyba już znalazłam suknię dla siebie. Oczywiście, cała sprawa wymaga namysłu, więc powróciłam do salonu 9 marca. Tym razem towarzyszyli mi rodzice i przyjaciółka. Przymierzyłam kilka nowych sukni i oczywiście, "tę jedyną". Nie miałam już wątpliwości, że to właśnie w niej chcę wystąpić. To w niej czuję się najlepiej, jest absolutnie w moim guście i mam nadzieję oczarować tak odziana gości i przede wszystkim Pawła. Moja rodzina doradzała mi inną, choć i tą byli oczarowani. Nie chcieli mnie jednak naciskać, czy namawiać. Wszyscy stwierdzili, że to musi być moja suknia.

Umowa została podpisana. Wpłaciłam zaliczkę, dostałam próbkę materiału dla Pawła, by wiedział, jak powinien kupić koszulę i... do domu! Teraz mam przymiarkę 16 kwietnia. Suknia leży doskonale, pozostaje tylko jej skrócenie. Muszę jechać już z butami, w których wystąpię na ślubie i stanikiem, który wszyją w moją suknię. Stanik, rzecz jasna, musi mieć odpowiedni wzór. Wybieram się po niego do Grodziska Mazowieckiego- może zaangażować tamtejszy zbór w pomoc w jego wyborze? ;) oczywiście, coby uniknąć zgorszenia i poruty, towarzyszyłaby mi tylko żeńska jego część. Pozostaje mi oczywiście wybór fryzury, oraz tego, co oprócz włosów będzie jeszcze zdobić moją głowę. Welon? Kwiaty? Diadem? Ja skłaniam się ku... a w życiu Wam nie powiem!  Mam swój typ. Tymczasem, mam jeszcze zakupy do zrobienia przed 16 kwietnia:) trzymajcie kciuki, bym znalazła stanik swojego życia!

poniedziałek, 18 marca 2013

Catering

Jedzenie na wesele... Co wybrać? Kogo nająć? Ile przeznaczyć pieniędzy? Całe szczęście ten etap mamy już za sobą. Udało nam się dogadać z firmą "Kaprys Kucharza", która przygotuje nam weselne menu. A co się w nim znajdzie? Cóż, to pozostanie tajemnicą do dnia wesela.

Tak naprawdę dosyć szybko zdecydowaliśmy się na catering. Mieliśmy do wyboru - ślub w Radości i wesele w okolicy lub zorganizować wszystko na miejscu. Okazało się, że drugie rozwiązanie jest na tyle tanie, że pozostaje bezkonkurencyjne. A ponad to, wesele i ślub w jednym miejscu to bardzo wygodna oferta. Same menu (oceniając po zdjęciach i opisie) zdaje się być bardzo bogate, nowoczesne i naprawdę wysokiej jakości. Wystarczy popatrzeć na zdjęcia i już ślinka cieknie. Te wszystkie roladki, tortille, sałatki, babeczki... Ponieważ wesele planujemy w skróconej formie zdecydowaliśmy się na jeden ciepły, dwudaniowy posiłek oraz ciepły bufet w drugiej połowie uroczystości (gdyby ktoś miał ochotę na coś ciepłego później).

Właściwie dziś ostatecznie zakończyliśmy rozmowy na temat weselnego menu. Miejmy nadzieje, ze będzie tak smaczne, jak na to wygląda. Podniebienie wariuje od samego patrzenia na zdjęcia.


wtorek, 12 marca 2013

Garnitur

Kolejne zadanie stojące przed narzeczeństwem - znaleźć odpowiednie odzienie na ślub. Miałem okazję przymierzyć już kilka garniturów, ale wybór tego jedynego to dla mnie sprawa szalenie skomplikowana. A to dlatego, że w ogóle nie chodzę w tak eleganckich strojach. Mam w szafie jedną marynarkę, której używam okazyjnie. Ale prawdziwy garnitur miałem na sobie ostatnio w dniu pierwszej komunii świętej.

Zacząłem przeglądanie garniturów od przejrzenia kilku stron internetowych. Dla takiego ignoranta mody ciężko było się dopatrzeć jakichkolwiek różnic pomiędzy większością krojów. Te, które mi wpadły w oko nie zostały zaaprobowane przez obie panie (mamę i narzeczoną), których wsparcie w tej kwestii jest mi szalenie potrzebne. Tak jak na przykład ten garnitur na zdjęciu - lekko brązowy z ozdobną kamizelką. Całość kojarzy się ze stylem "Steampunk". Dla mnie numer jeden. Niestety tylko dla mnie. Ale OK - przełknę to z pokorą jako człowiek, który kompletnie nie zna się na temacie. W końcu wesele to nie jakiś konkurs baśniowych kostiumów (ciekawe co na to Marta, która szykuje suknię w stylu "księżniczki"). O innych moich pomysłach (frak, surdut, itp.) nawet nie wspominam. Wygląda na to, że na ślub ubiorą mnie panie niezależnie od moich preferencji. Albo inaczej - zgodzą się na wszystko, co będzie normalne i uniwersalne, czytaj: przyda się nie tylko na ślub. Czyżby ślub miałby zmienić mnie tak bardzo, że naglę zaczne zakładać garnitury? Jeszcze się okaże, ale nie liczyłbym na to :)

Odwiedziliśmy jak na razie dwa salony. Przymierzyłem wstępnie około sześciu, bardziej uniwersalnych krojów. Zwłaszcza jeden, niepozorny garnitur mierzony w niewielkim salonie w Otwocku przypadł do gustu mi i mojej przyszłej małżonce. Aczkolwiek do dnia zakupu mamy jeszcze sporo czasu. I planujemy pooglądać więcej. Czekajcie na kolejny post, gdy już zrobię zakupy.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Zaręczona/ Zaręczony


Udało się! Po wielu latach znajomości, wzlotach i upadkach, oraz przygodach godnych Robinsona Crusoe i Terminatora, wreszcie oboje podjęliśmy decyzję o wspólnym życiu. Pierścień władzy zdobił już mój palec a Miłość mojego życia zasypywała mnie czułymi słowami i pocałunkami. 

Po zaręczynach, do pokoju weszła mama Pawła i zapytała, czy się zgodziłam. Nasze szczęśliwe facjaty odpowiedziały na to pytanie lepiej, niż słowa! Pani Modzelewska, a od teraz, aż do ślubu, Pani Mama, objęła nas, ucałowała i życzyła wszystkiego najlepszego. To było jak sen!

Ja i Paweł. Ja i człowiek, który w moich oczach jest diamentem, wreszcie razem. Moje oczy, to oczy kobiety do głębi zakochanej. Wierzę, że takie oczy widzą najwyraźniej, widzą prawdę o człowieku, którego nasze serce obdarza tak ogromnym uczuciem. Ile razy słyszymy, że "miłość zaślepia". Przecież "wydaje" nam się, że ukochana osoba jest lepsza i uczciwsza, niż sądzą o niej inni. Potrafimy godzinami wychwalać jej zalety, omijając wady. Doceniamy dobre uczynki, nie wspominając bolesnych. Potrafimy usprawiedliwić i wybaczyć jej, raniące nas zachowania. Zdaniem ludzi, po  po prostu nosimy w głowie zafałszowany obraz tej osoby. Nie zgodzę się z tym nigdy! Każdy z nas nosi w swoim sercu coś dobrego, jakiś promień, iskrę sprawiedliwości. Nieważne jak bardzo staramy się ją ugasić, czy jak dawno o niej zapomnieliśmy, ona wciąż się w nas tli. Ludzie naokoło, mogą przestać wierzyć, że w nas jest ale ona uporczywie nie gaśnie. 

Człowiek zakochany, widzi prawdę. Człowiek zakochany widzi w nas tę iskrę i tę wyjątkowość, cząstkę naszego prawdziwego piękna. Tak, jakby Bóg powiedział do nas "Dam ci w małym stopniu ujrzeć wyjątkowość i piękno jednej osoby. Ten mały promień w całości wypełni Twoje serce, to miłość. Ja widzę wyjątkowość tego człowieka w całości, jak i wyjątkowość wszystkich innych". Oj tylko nie marudźcie, że robię się patetyczna i rzewna :) Kocham Pawła z całego serca i wiem, że piękno i dobro, które w nim widzę jest prawdą. I wiem, że ma go w sobie dużo więcej, niż jako człowiek, jestem w stanie zobaczyć.

niedziela, 10 lutego 2013

Zaręczyny

Wstałem wczesnym rankiem. Pozostało parę szczegółów do przygotowania. Na stole postawiłem pudełko z pierścionkiem i poprawiłem ustawienie świeczek i zaproszenia. Potem pojechałem do kwiaciarni odebrać zamówione kwiaty. Na miejscu okazało się, że bukiet jest nie gotowy. Z jakiegoś powodu informacja o przygotowaniu kwiatów nie dotarła do pani mającej rano zmianę. Na szczęście kwiaciarka uwinęła się szybciutko i na poczekaniu złożyła piękny bukiet z czerwonych róż. Po powrocie do domu ustawiłem go w wazonie na stole, umyłem się, ubrałem i ruszyłem do kościoła. Martę zgarnąłem ze stacji w Otwocku już po nabożeństwie. Wracając do domu zaczęliśmy dyskutować o religijności w kontekście protestanckiej niechęci do wszelkich religijnych praktyk. Rozmowa była prowadzona na mocno emocjonalnym poziomie i była starciem dwóch różnych stanowisk - stąd pojawiło się napięcie pomiędzy nami. W duchu zastanawiałem się jak Marta zareaguje na to, co ujrzy w domu.

Po dojechaniu na posesję na jej twarzy zaczęła malować się niepewność spowodowana tym, że zbyt twardo obstawała przy swoim zdaniu w sprawie tak nieistotnej i wynikającej z odmiennego (u mnie i u niej) definiowania słowa "religia". Zapewne była przekonana, że zdenerwowanie jakie malowało się na mojej twarzy było efektem tejże dyskusji. Ja jednak modliłem się w duchu aby wszystko wyszło jak należy. Wyprzedziłem ją nieco podczas zdejmowania butów i płaszczy i pobiegłem do pokoju odpalić muzykę. Szybko wróciłem po ukochaną i wprowadziłem ją do pokoju.

Chyba początkowo nie dotarło do niej co się dzieje. W ciszy obserwowała balony i serpentyny zwisające z sufitu. Jej wzrok wędrował po wystrojonym pokoju aż trafił na stół i stojące na niej kwiaty i pierścionek. Oparła się o ścianę zaraz przy drzwiach wejściowych i ukryła twarz w dłoniach. Dotarło do niej co zaraz się stanie. Poprosiłem aby przeczytała zaproszenie. Uśmiech nie schodził z jej twarzy gdy wodziła wzrokiem po tekście. Potem zapytała czy chcę jej coś powiedzieć. Chwyciłem za pierścionek i zaprezentowałem go jej. A potem zapytałem czy zechce być moją żoną.

Zgodziła się.