poniedziałek, 11 lutego 2013

Zaręczona/ Zaręczony


Udało się! Po wielu latach znajomości, wzlotach i upadkach, oraz przygodach godnych Robinsona Crusoe i Terminatora, wreszcie oboje podjęliśmy decyzję o wspólnym życiu. Pierścień władzy zdobił już mój palec a Miłość mojego życia zasypywała mnie czułymi słowami i pocałunkami. 

Po zaręczynach, do pokoju weszła mama Pawła i zapytała, czy się zgodziłam. Nasze szczęśliwe facjaty odpowiedziały na to pytanie lepiej, niż słowa! Pani Modzelewska, a od teraz, aż do ślubu, Pani Mama, objęła nas, ucałowała i życzyła wszystkiego najlepszego. To było jak sen!

Ja i Paweł. Ja i człowiek, który w moich oczach jest diamentem, wreszcie razem. Moje oczy, to oczy kobiety do głębi zakochanej. Wierzę, że takie oczy widzą najwyraźniej, widzą prawdę o człowieku, którego nasze serce obdarza tak ogromnym uczuciem. Ile razy słyszymy, że "miłość zaślepia". Przecież "wydaje" nam się, że ukochana osoba jest lepsza i uczciwsza, niż sądzą o niej inni. Potrafimy godzinami wychwalać jej zalety, omijając wady. Doceniamy dobre uczynki, nie wspominając bolesnych. Potrafimy usprawiedliwić i wybaczyć jej, raniące nas zachowania. Zdaniem ludzi, po  po prostu nosimy w głowie zafałszowany obraz tej osoby. Nie zgodzę się z tym nigdy! Każdy z nas nosi w swoim sercu coś dobrego, jakiś promień, iskrę sprawiedliwości. Nieważne jak bardzo staramy się ją ugasić, czy jak dawno o niej zapomnieliśmy, ona wciąż się w nas tli. Ludzie naokoło, mogą przestać wierzyć, że w nas jest ale ona uporczywie nie gaśnie. 

Człowiek zakochany, widzi prawdę. Człowiek zakochany widzi w nas tę iskrę i tę wyjątkowość, cząstkę naszego prawdziwego piękna. Tak, jakby Bóg powiedział do nas "Dam ci w małym stopniu ujrzeć wyjątkowość i piękno jednej osoby. Ten mały promień w całości wypełni Twoje serce, to miłość. Ja widzę wyjątkowość tego człowieka w całości, jak i wyjątkowość wszystkich innych". Oj tylko nie marudźcie, że robię się patetyczna i rzewna :) Kocham Pawła z całego serca i wiem, że piękno i dobro, które w nim widzę jest prawdą. I wiem, że ma go w sobie dużo więcej, niż jako człowiek, jestem w stanie zobaczyć.

niedziela, 10 lutego 2013

Zaręczyny

Wstałem wczesnym rankiem. Pozostało parę szczegółów do przygotowania. Na stole postawiłem pudełko z pierścionkiem i poprawiłem ustawienie świeczek i zaproszenia. Potem pojechałem do kwiaciarni odebrać zamówione kwiaty. Na miejscu okazało się, że bukiet jest nie gotowy. Z jakiegoś powodu informacja o przygotowaniu kwiatów nie dotarła do pani mającej rano zmianę. Na szczęście kwiaciarka uwinęła się szybciutko i na poczekaniu złożyła piękny bukiet z czerwonych róż. Po powrocie do domu ustawiłem go w wazonie na stole, umyłem się, ubrałem i ruszyłem do kościoła. Martę zgarnąłem ze stacji w Otwocku już po nabożeństwie. Wracając do domu zaczęliśmy dyskutować o religijności w kontekście protestanckiej niechęci do wszelkich religijnych praktyk. Rozmowa była prowadzona na mocno emocjonalnym poziomie i była starciem dwóch różnych stanowisk - stąd pojawiło się napięcie pomiędzy nami. W duchu zastanawiałem się jak Marta zareaguje na to, co ujrzy w domu.

Po dojechaniu na posesję na jej twarzy zaczęła malować się niepewność spowodowana tym, że zbyt twardo obstawała przy swoim zdaniu w sprawie tak nieistotnej i wynikającej z odmiennego (u mnie i u niej) definiowania słowa "religia". Zapewne była przekonana, że zdenerwowanie jakie malowało się na mojej twarzy było efektem tejże dyskusji. Ja jednak modliłem się w duchu aby wszystko wyszło jak należy. Wyprzedziłem ją nieco podczas zdejmowania butów i płaszczy i pobiegłem do pokoju odpalić muzykę. Szybko wróciłem po ukochaną i wprowadziłem ją do pokoju.

Chyba początkowo nie dotarło do niej co się dzieje. W ciszy obserwowała balony i serpentyny zwisające z sufitu. Jej wzrok wędrował po wystrojonym pokoju aż trafił na stół i stojące na niej kwiaty i pierścionek. Oparła się o ścianę zaraz przy drzwiach wejściowych i ukryła twarz w dłoniach. Dotarło do niej co zaraz się stanie. Poprosiłem aby przeczytała zaproszenie. Uśmiech nie schodził z jej twarzy gdy wodziła wzrokiem po tekście. Potem zapytała czy chcę jej coś powiedzieć. Chwyciłem za pierścionek i zaprezentowałem go jej. A potem zapytałem czy zechce być moją żoną.

Zgodziła się.

sobota, 9 lutego 2013

Pomysł na zaręcznyn

Długo myślałem nad koncepcją. Postanowiłem, że zrobię to w niedzielę, 10 lutego. Dlaczego tak? Dlatego, że Marta spodziewała się moich oświadczyn najwcześniej pod koniec tego miesiąca wedle umowy, że zrobię to, gdy zdobędzie wszystkie zaliczenia w tej sesji. Oświadczając się wcześniej, zyskałem element zaskoczenia.

Postanowiłem udekorować mój pokój białymi balonami, świeczkami i srebrnymi serpentynami. Zakupiłem więc wszystkie niezbędne gadżety w piątek i zamówiłem w małej kwiaciarni w Celestynowie bukiet z siedmiu czerwonych róż. Po powrocie do domu wysprzątałem pokój jak jeszcze nigdy. A potem zabrałem się za dmuchanie balonów. Miałem do zrobienia 100 sztuk. Wieczorem nadmuchałem ich mniej niż połowę i poszedłem spać. Wstałem wcześnie rano, skończyłem przygotowywanie balonów a potem zacząłem dekorować pokój. Pozawieszałem balony we wszystkich możliwych kontach i na oknie. Reszta posłużyła mi do stworzenia wielkiego, "balonowego filaru", który zwisał na środku pokoju. Serpentyny porozwieszałem za pomocą pinesek i taśmy klejącej. Efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Potem zabrałem się za ustrajanie stołu. Mama wygrzebała mi biały obrus, który pięknie komponował się z resztą pokoju. Na jego rogach ustawiłem świeczki (podobnie jak w wielu miejscach pokoju). Następnie przygotowałem zaproszenie na ślub o takiej oto treści:

Paweł Modzelewski
pragnie serdecznie zaprosić
Sz. P. Martę Kacprzak
do wystąpienia w charakterze Panny Młodej
podczas uroczystości
zawawarcia związku małżeńskiego
która odbędzie się
z udziałem Kościoła Chrześcijan Baptystów w Otwocku
dnia 11 maja 2013 roku.
Szczegóły dotyczące dokładnej godziny
oraz miejsca uroczystości
zostaną przedłożone po przeprowadzeniu konsultacji.

PS. Po uroczystości planowane jest wesele tudzież kolacja
dla przyjaciół i rodziny.

Został tylko pierścionek. Srebrne cudo z wielkim ametystem postanowiłem ustawić na stole dnia następnego. Zostawiłem trochę miejsca na wazon z kwiatami i przyszykowałem się do snu. Dzień zaręczyn nadchodził wielkimi krokami.