Kolejne zadanie stojące przed narzeczeństwem - znaleźć odpowiednie odzienie na ślub. Miałem okazję przymierzyć już kilka garniturów, ale wybór tego jedynego to dla mnie sprawa szalenie skomplikowana. A to dlatego, że w ogóle nie chodzę w tak eleganckich strojach. Mam w szafie jedną marynarkę, której używam okazyjnie. Ale prawdziwy garnitur miałem na sobie ostatnio w dniu pierwszej komunii świętej.
Zacząłem przeglądanie garniturów od przejrzenia kilku stron internetowych. Dla takiego ignoranta mody ciężko było się dopatrzeć jakichkolwiek różnic pomiędzy większością krojów. Te, które mi wpadły w oko nie zostały zaaprobowane przez obie panie (mamę i narzeczoną), których wsparcie w tej kwestii jest mi szalenie potrzebne. Tak jak na przykład ten garnitur na zdjęciu - lekko brązowy z ozdobną kamizelką. Całość kojarzy się ze stylem "Steampunk". Dla mnie numer jeden. Niestety tylko dla mnie. Ale OK - przełknę to z pokorą jako człowiek, który kompletnie nie zna się na temacie. W końcu wesele to nie jakiś konkurs baśniowych kostiumów (ciekawe co na to Marta, która szykuje suknię w stylu "księżniczki"). O innych moich pomysłach (frak, surdut, itp.) nawet nie wspominam. Wygląda na to, że na ślub ubiorą mnie panie niezależnie od moich preferencji. Albo inaczej - zgodzą się na wszystko, co będzie normalne i uniwersalne, czytaj: przyda się nie tylko na ślub. Czyżby ślub miałby zmienić mnie tak bardzo, że naglę zaczne zakładać garnitury? Jeszcze się okaże, ale nie liczyłbym na to :)
Odwiedziliśmy jak na razie dwa salony. Przymierzyłem wstępnie około sześciu, bardziej uniwersalnych krojów. Zwłaszcza jeden, niepozorny garnitur mierzony w niewielkim salonie w Otwocku przypadł do gustu mi i mojej przyszłej małżonce. Aczkolwiek do dnia zakupu mamy jeszcze sporo czasu. I planujemy pooglądać więcej. Czekajcie na kolejny post, gdy już zrobię zakupy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz